NAUKA FOTOGRAFII

10/365

Dziś jest dziesiąty dzień od rozpoczęcia przeze mnie projektu „365 dni” i uznałam, że to dobry moment na małe podsumowanie. W ogólnym rozrachunku bilans wychodzi na plus, chociaż są też straty – mało śpię (zaskakująco często przypominam sobie o zdjęciu tuż przed północą…), mam małe ataki paniki, kiedy nie mogę znaleźć nic, co dałoby się sfotografować, a kilka razy otarłam się o śmierć hamując nagle po zobaczeniu słońca pięknie przebijającego przez środek lasu :p

Ale niczym są te poświęcenia przy nauczkach, jakie dostałam przez te kilka dni 😉 Poniżej kilka z nich. Jeśli ktoś ma ochotę na to wyzwanie, ale jeszcze się waha, to mam nadzieję, że po tym przestanie się wahać:

1.       Jeśli zdjęcia Ci nie wychodzą, to nie znaczy, że dziś nic z tego nie będzie – ciśnij do skutku! – to chyba pierwsza i najważniejsza lekcja, którą dał mi projekt 365 dni. W „normalnym” trybie bywały momenty, kiedy po kilku zdjęciach uznawałam, że „dziś mam zły dzień”, odkładałam aparat i nie wracałam do niego przez kilka ładnych dni. A tu się nagle okazuje, że nie ma opcji – trzeba robić aż do skutku. To nie znaczy, że zawsze w końcu wyjdzie zdjęcie idealne. Ale ja dotąd ZAWSZE wyszło takie, które dało się opublikować.

2.       Nigdy NIE CHOWAJ APARATU przed odejściem z miejsca robienia zdjęć – zdjęcia poniżej zrobiłam wyciągając w popłochu aparat z torby. Stałam na wybiegu, od zimna palce miałam w kolorze zmrożonego pomidora, a konie miały w dupie pozowanie i skubały resztkę trawy. Spakowałam aparat do torby i ruszyłam do wyjścia, co chyba zostało przez moich modeli odebrane za świetną okazję do zabawy, bo w tym samym momencie zaczęły urządzać sobie zapasy. I cały czas myślę sobie, że gdybym nie schowała aparatu, mogłabym mieć teraz lepsze foty 😉

3.       Mimowolny trening uważności – nigdy w życiu się tak nie rozglądałam! Mając w pamięci, że muszę zrobić przyzwoite zdjęcie, na wszystko zaczynam patrzeć pod tym kątem. Czasem szukam fajnego kadru naprawdę długo i znowu – w „normalnym” trybie pewnie bym się poddała (bo nie ma nic ciekawego, bo złe światło, bo w domu kocyk czeka). Zdjęcie #9 zrobiłam wracając z kina po północy, załamana, że nie mam zdjęcia i przerwę wyzwanie po 8 dniach. Noc, brzydko, mokro, żadnej roślinności. I nagle od strzelania na oślep przeszłam do szukania światełek dobrze uwydatniających owoc lipy. Czyli zdarzyło się coś jakby cud nad Wisłą :p Jakościowo to zdjęcie nie powala, ale jest – zrobiłam, poćwiczyłam.

4. Zawsze ładuj baterię przed wyjściem na zdjęcia… No wiem – banał, trochę wstyd. Ale serio te parę dni mnie tego boleśnie nauczyło. Drugiego dnia wyszłam na spacer zrobić zdjęcia, miałam na to dosłownie 20 minut przed pracą i… po kilku minutach padł mi aparat.

4. Techniczna obsługa sprzętu foto – tu spotkało mnie największe zaskoczenie. Sądziłam, że znam mój sprzęt i pod tym kątem nie ma się czego uczyć. SZOK – każdego dnia pojawiały mi się pytania/techniczne zagwozdki/trudności. A jak już się pojawiały, to nie ma zmiłuj, trzeba je rozwiązać. Po nieco ponad tygodniu mam poczucie, że odkrywam zupełnie nowe perspektywy poznając swój sprzęt i wnikając głębiej w jego możliwości. Boje się pomyśleć, co będzie za rok :p

Podsumowując – może trochę mniej śpię, koty mają mnie dość i potykam się o statywy i tła, ale zdecydowanie WARTO! Mam nadzieję, że zachęciłam tym wpisem amatorów fotografii do podjęcia wyzwania:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *